Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lipca 2013

Mieroszyno - dwór Hannemannów

 Mieroszyno to wieś o charakterze rolniczym, która obecnie bardziej  zmienia się w miejscowość letniskową. Położona jest 3km. na południe od Jastrzębiej Góry oraz 3 km. od Chłapowa. Przynależy do gm. Puck i powiatu puckiego. 






Pokaż Mieroszyno zamek na większej mapie  

Jadąc w kierunku Jastrzębiej Góry  od strony  Pucka w Mieroszynie ok 300 m. za sklepem po lewej stronie  dochodzi boczna droga  (ul.  Szkolna), na której usytuowany był dwór należący do rodziny Hannemannów.

O tym konkretnym rodzie i ich rezydencji w Mieroszynie, zachowało się niewiele informacji.  Nie ma nawet wzmianek w lokalnych archiwach. Niemniej ród Hannemannów był potężny i silnie związany z Ziemią Kaszubską od setek lat.

Historia:

Historia Hannemannów zaczyna się bowiem w kaszubskiej wsi Karwenbruch, która dziś nazywa się Karwieńskie Błota (Kaszubi określają te tereny Holadrami). Wieś założył w 1599 roku starosta pucki Jan Wejher, osiedlając tam osadników "olęderskich". Sprowadzono ich do osuszania właśnie owych błot okalających Karwię. Król Zygmunt III zagwarantował osadnikom wolność wyznania i dał zgodę na posiadanie własnych szkół.

Toteż gdy tylko przyjechali do Karwenbruch, postawili dwa budynki. W jednym mieściła się sala modlitwy, w drugim szkoła.

Jednym z "Olędrów" był Martin HanMan. Jego nazwisko pojawiło się w wiejskich księgach w 1606 roku. Nie będziemy opisywać całego drzewa genealogicznego Hannemannów ani ciężkich pionierskich czasów, gdy pracowici i religijni Hannemannowie zamieniali kawałek po kawałku Karwieńskie Błota w pola uprawne.
  "Pan Bóg błogosławił im w dzieciach", a że zgodnie z tradycją majątek po ojcu dziedziczył najstarszy syn, pozostali musieli szukać swojego miejsca do życia gdzie indziej.  Przejdziemy zatem do żyjącego w XVIII wieku Johanna Mathiasa Franza Hannemanna. Kupił on majątek Bruenshausen (Mieroszyno) i postawił tam spory schloss, który stał się rodzinnym gniazdem tej linii Hannemannów.  Ożenił się z Albertiną Hasse i miał z nią pięciu synów i dwie córki, i tak dochodzimy do Theodora Hannemanna, ojca Willy'ego, który się osiedlił w Gdańsku i zajął się handlem drewnem.   Niestety jak donoszą niektóre źródła w 1945 wszyscy Hannemannowie opuścili Polskę i wyjechali na zachód.  Natomiast dwór i cały majątek w Mieroszynie zostaje upaństwowiony i przechodzi w ręce PGR - u, który tu gospodaruje aż do reformy samorządowej. PGR-y tracą racje bytu, a gminy wchodzą w posiadanie majątku stanowiącego własność skarbu państwa. Ogłoszono przetarg na zbycie całego majątku. Bez efektu.  Niestety na popadający w coraz większą ruinę pałac, który również nazywany jest zamkiem nie ma chętnych. Obiekty uznawane za zabytkowe, obwarowane pewnymi przepisami prawnymi odstręczały potencjalnych nabywców. Na nieszczęście latem 2006 r. w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach  cały pałac uległ zniszczeniu w wyniku pożaru i pozostały tylko mury.  Po jakimś czasie jednak znalazł się nowy nabywca, który kupił całą polać ziemi, od samej drogi po cały plac folwarczny łącznie z ruinami, które są w tej chwili sukcesywnie odbudowywane.  

Droga prowadząca (ul. Szkolna) od szosy w kierunku zespołu  folwarcznego. Brama się otwiera i zamyka automatycznie.


 Po prawej stronie oryginalny mur, który ocalał. Został wkomponowany w ogrodzenie stalowe, które otacza całą posiadłość.



Na wprost świetnie zagospodarowany budynek gospodarczy, stanowiący zaplecze dla firmy budowlanej, która odtwarza pałac.
 

Z obrysu fundamentów można wysnuć wniosek, że będzie to okazała budowla.

Zdjęcie przedstawia pozostałości pałacu powstałego na początku XX wieku.
Wybudowany tu obiekt zbudowany na XVIII-wiecznym założeniu dworsko-folwarcznym, uległ zniszczeniu w wyniku pożaru latem 2006 roku. Był własnością Skarbu Państwa, obecnie jest w posiadaniu prywatnych właścicieli. Prace postępują dosyć sprawnie. :)




Widok od strony zachodniej.



Pomimo, że główny dojazd jest od ul. Szkolnej, do posiadłości prowadzi kilka bram.
 

Zespól dworsko-folwarczny nosił adres : ul. Zamkowa 12. W tle pozostałości starego parki i stawów na południe od pałacu.



Przy jednej z bram od strony ul. Starowiejskiej stoi stara nieużywana już remiza strażacka. Na zwieńczeniu dachu wieżyczka na kórej  zamontowana była syrena.



Na szczęście przy drodze na Kaczyniec, po prawej stronie na wyższej kępie obrośniętej sędziwymi drzewami w stanie nienaruszonym pozostało mauzoleum rodziny Hannemannów.    Od strony południowej 

   
 Niestety bardzo zaniedbane i zarośnięte. :( A mogło by stanowić nie lada atrakcją turystyczną. Wszak to Olędrzy. 
  Widok od strony północnej, obok przebiega znakowana ścieżka rowerowa. Niestety żadnych informacji nie ma. :(   Dojście od niebieskiej  drogi rowerowej, prowadzącej z Jastrzębiej Góry do Starzyńskiego Dworu.   Widok ze wzgórza   mauzoleum w kierunku Czarnego Młyna.    Zatem do Mieroszyna naprawdę warto się wybrać.  Zapewne za rok będzie tu już nowy zamek, tylko że zarządzał nim będzie inny właściciel. Jest tu tęż sporo rodzimej, kaszubskiej zabudowy oraz ciekawe i malownicze krajobrazy, ale o tym może innym razem utworze post. Tymczasem warto zapoznać się z historią pewnych ludzi, którzy niewątpliwie zmienili część obecnej Polski zwanej Kaszubami.   Zapraszam także do innego, pokrewnego tematu poniżej: Bałtyckie wspomnienia - Karwieńskie Błota  19.08.2001 na łamach polskatimes.pl ukazał się ciekawy artykuł, który opisuje dzieje rodziny Hannemann





W Wolnym Mieście Gdańsku naprawdę mieszkał Hannemann! Czym się różnił (oprócz dodatkowej litery "n" w nazwisku) od bohatera powieści Stefana Chwina? O Walterze i Willym Hannemannach opowiada Barbara Szczepuła
A więc siedzi przede mną Hannemann. Walter Hanne-mann. Urodzony w Zoppot w 1926 roku. Wysoki, szczupły, siwy pan w okularach. Nie jest jak powieściowy Hennemann lekarzem. To biznesmen jak jego ojciec Willy.

Willy'ego, syna Teodora i Emilie Hannemannów, wychowała ciotka, siostra matki. Herr Schönlein, mąż ciotki, był bogatym człowiekiem. Majątku dorobił się na handlu drewnem. Do pełni szczęścia brakowało jednak Schönleinom potomka, któremu mogliby zostawić fortunę. Gdy stało się jasne, że dziecka mieć nie będą, Frau Schönlein ustaliła z siostrą i szwagrem, że wezmą do siebie Willy'ego. Hannemannowie mieli sześcioro dzieci, więc się zgodzili, że jeden z synów będzie się wychowywał u Schönleinów.
  Było to w 1886 roku, chłopiec miał 10 lat. Warunek był tylko jeden: Willy nie zmieni nazwiska.

Mały Hannemann pojechał więc do Archangielska, bowiem Archangielsk był wtedy największym ośrodkiem przemysłu i eksportu drewna w imperium rosyjskim i tam właśnie wuj robił interesy. Zimą, gdy zamarzała szeroka jak Morze Białe Dźwina, rodzina przenosiła się do Petersburga, gdzie Willy z czasem zaczął studia uniwersyteckie. Studiował oczywiście ekonomię. Jeździł z wujem w interesach po Europie, nawiązywał kontakty, bo kiedyś przecież miał przejąć firmę.

Ktoś doniósł, że w salonie mieszkania Hannemanna wisi wielki olej zatytułowany »Trojka«. Konie pędzą, a kto powozi? Żyd! Z pejsami! I takie paskudztwo trzyma Hannemann w swoim domu

Często bywali w Londynie i tam właśnie młody Willy wziął ślub. Jego wybranka była Ukrainką z Kijowa. Mało o niej wiemy, bo działo się to w zamierzchłych czasach i żadne zdjęcia ani dokumenty nie przetrwały. Żona urodziła Willy'emu Hannemannowi dwoje dzieci i wiele wskazywało na to, że będą żyli w dobrobycie długo i szczęśliwie, krążąc owinięci w kosztowne futra między Archangielskiem, Petersburgiem i Londynem.

Wkrótce jednak rozległa się salwa z "Aurory" i gdy Willy Hannemann wrócił, jak tylko mógł najszybciej, z podróży służbowej w domu nad brzegiem Dźwiny, zobaczył splądrowane mieszkanie i zmasakrowane ciała dzieci oraz ich matki "burżujki". "Bodajby przepadł dzień, w którym się urodziłem" - mógł jak Hiob wykrzyknąć Willy Hannemann, bo cios był rzeczywiście straszny. Nie było jednak czasu na rozpacz, rewolucja dalej zbierała swoje żniwo, musiał uciekać. Nie był już szanowanym biznesmenem, ale ściganym burżujem. Cudem dotarł do wojsk admirała Kołczaka i dzięki ich ochronie przedostał się do Harbinu, potem dalej do Szanghaju i wreszcie, wykorzystując swój pruski paszport i zapewne pieniądze, dotarł do Hamburga.

Znowu zajął się handlem drewnem. Handlował przede wszystkim z Łotwą i Estonią. Szło mu dobrze, miał nazwisko, kontakty i doświadczenie.
W berlińskiej operze zobaczył o 16 lat młodszą śliczną Annę Görtz, rodem z Nadrenii. Ślub odbył się na Wielkanoc 1919 roku. Anna opowiadała potem swoim dzieciom, że ich ojciec czasem zasypiał w operze, którą ona uwielbiała, no, ale na szczęście akurat wtedy, gdy ją zobaczył, miał oczy szeroko otwarte.
Hannemann przeniósł firmę do Danzig. Kupił posiadłość w Zoppot, a konkretnie w Steinfliess (Kamienny Potok), i zamieszkał tam z nową żoną. Anna urodziła troje dzieci: Alberta, Waltera i Ewę.
Prócz śmierci - wszystko się Naprawia -
Dynastia - znajdzie Następcę -
System - osadza się w Łożysku -
W Gruz upadają - Fortece -
Kolejna Wiosna dziury w Życiu -
Zaszywa barwnym Ściegiem

- jak pisze poetka Emily Dickinson. 
 
Dlaczego Hannemann wybrał Gdańsk? Wrócił do Heimatu. Bo tu właśnie mieszkał jego ojciec Theodor, tu, na cmentarzu należącym do kościoła Świętej Barbary, pochował jeszcze przed bolszewicką rewolucją swoich przybranych rodziców. Zaś nieopodal były Kaszuby, gdzie Hannemannowie żyli od 400 lat.

Historia Hannemannów zaczyna się bowiem w kaszubskiej wsi Karwenbruch, która dziś nazywa się Karwieńskie Błota (Kaszubi określają te tereny Holadrami). Wieś założył w 1599 roku starosta pucki Jan Wejher, osiedlając tam osadników "olęderskich". Sprowadzono ich do osuszania właśnie owych błot okalających Karwię. Król Zygmunt III zagwarantował osadnikom wolność wyznania i dał zgodę na posiadanie własnych szkół.
 
Toteż gdy tylko przyjechali do Karwenbruch, postawili dwa budynki. W jednym mieściła się sala modlitwy, w drugim szkoła.

Jednym z "Olędrów" był Martin HanMan. Jego nazwisko pojawiło się w wiejskich księgach w 1606 roku. Nie będziemy opisywać całego drzewa genealogicznego Hannemannów ani ciężkich pionierskich czasów, gdy pracowici i religijni Hannemannowie zamieniali kawałek po kawałku Karwieńskie Błota w pola uprawne. "Pan Bóg błogosławił im w dzieciach", a że zgodnie z tradycją majątek po ojcu dziedziczył najstarszy syn, pozostali musieli szukać swojego miejsca do życia gdzie indziej. Przejdziemy zatem do żyjącego w XVIII wieku Johanna Mathiasa Franza Hannemanna. Kupił on majątek Bruenshausen (Mieroszyno) i postawił tam spory schloss, który stał się rodzinnym gniazdem tej linii Hannemannów. Ożenił się z Albertiną Hasse i miał z nią pięciu synów i dwie córki, i tak dochodzimy do Theodora Hannemanna, ojca Willy'ego, który się osiedlił w Gdańsku i zajął się handlem drewnem.

***
A więc siedzi przede mną Hannemann. Walter Hannemann, syn Willy'ego. Opowiada o ojcu.
Ostatnie mieszkanie rodziców znajdowało się przy Sankt Michaels Weg (Traugutta) w Langfuhr. Rodzina zajmowała całe piętro kamienicy. Pięć pokoi elegancko urządzonych, mahoniowe meble, lustra w złotych ramach, kaszubska służąca czyści stołowe srebro, mama ustala obiadowe menu… Szuka kompromisu, bo mąż lubi jedzenie tłuste i ciężkie, przepada za daniami kaszubskimi i rosyjskimi. Lubi zwłaszcza pieczeń wieprzową z kapustą, pierogi, bliny gęstą śmietaną i masełkiem polane, barszcz, a szczególnie königsbergskie klopsy. A ona, wychowana pod granicą francuską, przywykła do lekkiej, finezyjnej kuchni. Podporządkuje się oczywiście gustom męża, ale stanowczo tępi żurek i nigdy ta dziwna zupa nie pojawia się na stole.

Gosposia musi być Kaszubką, zawsze z Karwieńskich Błot, bo tylko taka dziewczyna umie, zdaniem Willy'ego Hannemanna, gotować, jak należy. - Ucz chłopca po polsku - zachęcał Kaszubkę pracodawca, ale nic z tego nie wyszło, bo Walterowi ten szeleszczący język wydawał się zbyt trudny.
Codziennie rano pod dom podjeżdża mercedes, kierowca otwiera drzwiczki, Herr Hannemann, ubrany w ciemny garnitur, zajmuje miejsce na tylnym siedzeniu. Wysoki, postawny, miał rude włosy i starannie przystrzyżone rude wąsy. Niebieskie oczy patrzyły surowo. - Nigdy nie wierz ludziom, którzy nie patrzą w oczy. To znaczy, że coś ukrywają - powtarzał.

Dziś Walter Hannemann stoi przed tą kamienicą przy ulicy Traugutta. Obskurna, odrapana, w ich mieszkaniu do niedawna żyło siedem rodzin, obecnie - trzy. Podwórko, ocienione niegdyś gałęziami kasztana, przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. Cała ulica zaniedbana, zapomniana przez Boga i ludzi, część domów już opuszczonych, przeznaczonych do wyburzenia. A wtedy była uważana za dobre miejsce do mieszkania. Centrum miasta, ale dużo zieleni, cmentarze i park ciągnęły się nieopodal, sięgając aż do morenowych wzgórz. Ulica łączyła Technische Hochschule ze szpitalem przy Delbruck Allee (Dębinki). I tu właśnie pojawia się nam powieściowy Hanneman który - jak czytamy w książce Chwina - pracował w instytucie anatomii tegoż szpitala. Nieopodal mieszkania Willy'ego Hannemanna. 
 
Walter Hannemann nie myśli jednak teraz o powieściowym Hannemanie, choć go zna, bo czytał powieść po angielsku, "Śmierć w Gdańsku" - taki miała tytuł, ale wchodzi na klatkę schodową kamienicy i zamyka oczy. Nie, nie płacze, ale jest przekonany, że mama by się rozpłakała. Pani, która została przesiedlona z Grodna, wpuszcza go do środka i pozwala się rozejrzeć. Rozumie, że chce zobaczyć swoje mieszkanie, sama też jeździ na Białoruś, by obejrzeć dom rodziców. Zna tęsknotę za Heimatem.

Hannemann stoi więc i wydaje mu się, że widzi ojca wracającego z firmy. Służąca otwiera drzwi (nadal są te same, ale w jakim stanie!), papa wiesza w przedpokoju płaszcz i kapelusz i idzie do mamy, by ją pocałował.
 
Robił tak każdego dnia. Mama przerywa śpiew, bo często śpiewała arie operowe, i mówi: no to chodźmy przekonać się, co ta dziewczyna ugotowała.
Walterem ojciec mało się interesował, chłopiec czasem myślał nawet, że ojciec w ogóle go nie dostrzega, że zupełnie go nie obchodzi. Liczył się przede wszystkim najstarszy syn Albert. Spadkobierca, dziedzic majątku, tak to już było w rodzinie Hannemannów.

***

Ojciec był konserwatystą, co się zresztą stało przyczyną jego kłopotów, gdy Hitler doszedł do władzy. W swoim biurze miał nad biurkiem portret księcia Ottona von Bismarcka, a nie Führera (ojciec nie uzewnętrzniał uczuć, ale gdy Hitler doszedł do władzy, był załamany). Któregoś dnia wpadł jakiś ważniak z NSDAP i zdumiał się, co tu robi Bismarck. Ktoś inny doniósł, że w salonie mieszkania Hannemanna przy ulicy Traugutta wisi wielki olej zatytułowany "Trojka". Konie pędzą przez płaski krajobraz, a kto powozi? Żyd! Z pejsami i w chałacie! I takie paskudztwo trzyma Hannemann na honorowym miejscu w swoim wypieszczonym apartamencie.

Hannemann przeniósł Waltera do prywatnej szkoły, gdy ta, do której uczęszczał (dzisiejsza Topolówka), przyjęła imię Horsta Wessela. Wessel, który zginął w 1930 roku, uważany był przez nazistów za męczennika, a napisana przez niego pieśń "Die Fahne hoch" stała się niemal ich hymnem.

Trzydniowy areszt na gestapo wstrząsnął nim do głębi, ale o szczegółach nigdy Walterowi nie opowiadał. Jeszcze bardziej zamknął się w sobie. Przestał wierzyć nawet tym, którzy patrzyli prosto w oczy

Tak, Żelazny Kanclerz był dla Herr Hannemanna ważną postacią. Wgłębiał się w jego pisma, czytał też zapewne niechętnego rewolucjom konserwatystę Edmunda Burke'a. Po tragicznych doświadczeniach z 1917 roku samo słowo "rewolucja" budziło jego obrzydzenie. Rodzina, religia, własność prywatna - to były ważne pojęcia. Ale nie był przesadnie religijny. Choć był protestantem, ożenił się z katoliczką i wcale mu nie przeszkadzało to, że Anna co niedzielę chodzi na mszę świętą do kościoła przy Ernsthner Strasse (Zator-Przykuckiego) w Langfuhr. Sam niekiedy bywał w zborze przy Johannistal (Matejki). Dzieci oczywiście wychowywano w wierze ojca.
Trzydniowy areszt na gestapo wstrząsnął nim do głębi, ale o szczegółach nigdy Walterowi nie opowiadał. Jeszcze bardziej zamknął się w sobie. Przestał wierzyć nawet tym, którzy patrzyli prosto w oczy.

***

Pierwszego września 1939 roku Waltera obudził grzmot dział pancernika "Schleswig--Holstein".
- Papo, papo, strzelają - pobiegł do ojca. Nie wierzył, poderwała go dopiero druga salwa.
- Mein Gott, co się dzieje? - wyskoczył z łóżka.

Po południu pojechali na Biskupią Górkę, skąd widać było miasto jak na dłoni. Pogoda była piękna. Niebo bez chmurki. Sztukasy, jeden po drugim, nurkowały w kierunku Westerplatte. - Rozbiją się! Wpadną do morza! - denerwował się 13-letni Walter. Na ulicach pojawili się żołnierze Wehrmachtu, wkrótce szpitale zapełniły się rannymi. Niemcy nie spodziewali się oporu polskich żołnierzy na Westerplatte ani pocztowców. - Byli całkiem zaskoczeni - mówi Walter Hannemann. Szpital przy Dębinkach zapełnił się rannymi, a na cmentarzu przy Bramie Oliwskiej chowano poległych.
Starszy brat Waltera Albert Hannemann już od dwóch lat mieszkał w Rzeszy. Nie interesował go handel drewnem, w tajemnicy przed ojcem uczył się latać na lotnisku w Langfuhr na dwupłatowcach. Latanie było jego pasją. W Berlinie zgłosił się do Luftwaffe.

Zginął nad Anglią w 1940 roku. "Bodajby przepadł dzień, w którym się urodziłem" - krzyknął za Hiobem Willy Hannemann. "Czego lękałem się najbardziej, spotkało mnie, przed czym drżałem, przyszło na mnie." 
 
W 1943 r. Walter dorósł do służby wojskowej. W mundurze Wehrmachtu pojechał na front wschodni jako saper. Był trzykrotnie ciężko ranny, ale przeżył. Ostatnie miesiące wojny spędził w szpitalu w Lubece.

Anna Hannemann wyjechała z jedną walizką ostatnim pociągiem do swojej matki na Zachód w styczniu 1945 roku. Jej 15-letnia córka Eva opuściła Gdańsk z pracownikami Czerwonego Krzyża. Natomiast Willy Hannemann ciągle jest w Gdańsku. Nie może sobie załatwić miejsca na statku, pierwszeństwo mają kobiety i dzieci. Możemy go sobie wyobrazić, jak siedzi w pustym mieszkaniu i widzi uciekających w popłochu Niemców.

Słyszy huk armat i przypomina sobie, być może, co zrobili Rosjanie z jego pierwszą żoną i dziećmi w Archangielsku. Znał dobrze rosyjski, może sądził, że wytłumaczy Rosjanom, iż nie popierał Hitlera?

Może było tak jak w powieści Chwina. Sąsiad, pakując walizkę, mówi do żony: "Zobacz, co z Hannemanem. Gdy otworzyła drzwi na piętrze, Hanneman kiwnął tylko głową. Nie było już zbyt wiele czasu". Nie było czasu, a on się nie pakował. Na co czekał? Domy się paliły, kościoły były zniszczone, panował chaos, żołnierze sowieccy gwałcili niemieckie kobiety, ci, którzy zwątpili w Hitlera, wisieli na drzewach wzdłuż Grosse Alee.

Wreszcie 10 kwietnia, o czym rodzina dowiedziała się po latach od byłego pracownika, który widział go na własne oczy, Willy Hannemann dostał się na statek.

Drobnicowiec m/s Moltkefels został zbombardowany na wysokości Helu. Dobił jednak do brzegu, by wysadzić uchodźców i żołnierzy, którzy znajdowali się na pokładzie.
Wśród żywych nie było Willy'ego Hannemanna.

***

Jego syn Walter stoi na plaży w Karwieńskich Błotach i myśli o tym, że ojciec zainteresował się nim dopiero po śmierci brata. Wtedy przelał na niego całą swoją miłość. Myśli o matce, z którą był bardzo związany. Zmarła kilka lat po wojnie na gruźlicę. Wtedy nic już nie trzymało go w Europie. Chciał uciec jak najdalej. Dopłynął do wschodniego wybrzeża Kanady, wsiadł w pociąg i zatrzymał się nad Pacyfikiem. Miasto nazywało się Vancouver.

"Kolejna Wiosna dziury w Życiu
Zaszywa barwnym Ściegiem" - poetka Emily Dickinson ma oczywiście rację.

Walter Hannemann ożenił się w Vancouver z dziewczyną, która miała na imię Alina i pochodziła spod Równego. Nie nauczyła się nigdy dobrze mówić ani po niemiecku, ani po angielsku. Synowie i wnuki Hannemanna są Kanadyjczykami. Mało się interesują historią rodziny i jej europejskimi korzeniami.
Niedawno urodził się Walterowi prawnuk.
- Eden Hannemann - rozpromienia się.



Walter Hannemann przed kamienicą, w której rodzina mieszkała do 1945 r. (© arch. pryw.) 

Walter Hannemann stoi na plaży w Karwi i patrzy w morze. Myśli o wszystkich Hannemannach, którzy żyli tu w ciągu 400 lat. Robi sentymentalny gest. Do woreczka bierze trochę ziemi z Karwieńskich Błot i kupuje olejny obraz przedstawiający tutejszą plażę. Powiesi go w swoim living roomie w Vancouver.
 Zapraszam również do podobnego wątku: Bałtyckie wspomnienia - Karwieńskie Błota
Źródło: polskatimes.pl

środa, 26 czerwca 2013

Liw - Zamek

 Liw – to wieś  położona przy skrzyżowaniu dróg wojewódzkich prowadzących z Węgrowa do Kałuszyna i z Węgrowa do Warszawy. Miejscowość ta usytuowana jest na czas obecny w województwie mazowieckim, w powiecie węgrowskim, w gminie Liw. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa siedleckiego.

Zamek Liw


Zamek w Liwie jest najstarszym zachowanym zabytkiem architektury na pograniczu mazowiecko-podlaskim. Początki jego sięgają XI-XII w. Gród liwski ochraniał"ścianę wschodnią" państwa (granica rozciągała się wzdłuż rzeki Liwiec) przed spadającymi na te tereny najazdami Jadźwingów, Rusinów i Litwinów.

Zamek murowany
Na przełomie XIV i XV wieku książę mazowiecki Janusz I Starszy zlecił muratorowi Mikołajowi przebudowę drewnianej warowni na zamek murowany usytuowany na sztucznej wyspie wśród bagien i rozlewisk Liwca. Budowę, przerwaną ok. 1429 roku, dokończono w roku 1437. Gotycki zamek, na planie zbliżonym do kwadratu o boku 32 m, posiadał mury obronne otaczające rozdzielone wąskim dziedzińcem dwa budynki mieszkalne. Dojście do niego prowadziło przez długą groblę wśród bagien, most zwodzony i basztę bramną.
Pod zamkiem powstało podgrodzie. W niedługim czasie zamieniło się ono w osadę, obdarzoną przed 1421 r. prawami miejskimi przez księcia Bolesława IV (Liw Stary), który zainicjował również powstanie położonego obok Liwa Nowego, nadając mu prawa miejskie w 1446 r.

Lata świetności
W pocz. XVI wieku (ok. 1512 r. )  zamek był rozbudowywany przez regentkę Księstwa Mazowieckiego, księżnę Annę, wdowę po Konradzie IV Rudym. Od 1526 do 1536 roku ziemią liwską i zamkiem władała księżniczka Anna Mazowiecka, siostra Janusza i Stanisława, ostatnich władców z dynastii Piastów mazowieckich. Po śmierci obu książąt król Zygmunt Stary wcielił w 1526 r. Mazowsze do Korony, pozostawiając Ziemię Liwską w rękach księżniczki Anny Mazowieckiej do czasu jej zamążpójścia. Po inkorporacji Liwa do Polski w 1536 r. dalszą rozbudową zamku kierowała królowa Bona Sforza, która przejęła rządy nad Liwem w 1548 roku.

Wojny i upadek
Upadek zamkowi i obu miastom dla Liwa były wojny szwedzkie. W latach 1656 i 1703 r. Szwedzi zdobywali  i plądrowali warownię, która po drugim najeździe popadła w ruinę. W 1782 roku starosta liwski Tadeusz Grabianka herbu Leszczyc zbudował na fundamentach domu gotyckiego murowany dwór barokowy, siedzibę urzędów starostwa, strawiony następnie przez przypadkowy pożar w połowie XIX wieku.

Sensacje z II wojny
Podczas II wojny światowej niemiecki starosta powiatu sokołowsko - węgrowskiego Ernst Gramss zamierzał rozebrać ruiny zamku na cegłę dla potrzeb budowanego nieopodal obozu zagłady w Treblince. Zapobiegł temu młody archeolog Otto Warpechowski, który przekonał starostę o krzyżackim rzekomo pochodzeniu zamku i pokierował następnie jego odbudową. Prace, przerwane przez Niemców w 1944 r. , wznowione zostały w 1957 r. i ukończone w roku 1961.


  


Kilka fotek:


 Tu w tym białym budynku mieści się muzeum.



 Zbiory są przebogate, ale niestety muzeum jeszcze w dzień  powszedni było zamknięte.


 Muzeum Zbrojownia w Zamku w Liwie.

Muzeum w Liwie jest wyjątkowe. Nie tylko dla mieszkańców Liwa i okolic, którzy nie musza być obiektywni w swych sądach. Każdego, kto przybędzie do Liwa zaskakuje zestawienie potężnej wieży gotyckiej z barokowym dworem. Również naturalne otoczenie zamku wtopionego w niezmieniony od wieków pejzaż nadrzecznych łąk przeciętych poskręcaną wstęga Liwca sprawia mile, kojące wrażenie swoim absolutnym brakiem szpecących dodatków współczesnej cywilizacji. 
 

Czas płynie tu wolno jak wody Liwca- rzeki pamiętającej czasy gdy na jej brzegach spotykały się dwie cywilizacje: wschodnia i zachodnia. Od XI w. do 1569 r. Liwiec (z kilkudziesięcioletnimi przerwami) stanowił granicę państwową Księstwa mazowieckiego i Korony Polskiej. 

 

Drugie zaskoczenie to bogate zbiory z trudem mieszące się w niewielkim dworze. Szczelnie zawieszone bronią, obrazami i tkaninami wnętrza mają swój oryginalny, jedyny w swoim rodzaju urok i sprawiają, że odwiedzający zamek turyści chętnie do niego powracają, nawet po latach. Radiesteci twierdzą że to miejsce ma"dobrą aurę" i coś w tym musi być. 
 

Siedzibą Muzeum Zbrojowni na Zamku w Liwie jest zespół zabytkowych budowli złożonych z murowanego dworu barokowego, gotyckiej wieży bramnej oraz zachowanych fragmentów murów obronnych zamku wzniesionego w początkach XVw. Muzeum pełni także rolę ośrodka kultury. W galerii"Wieża", mieszczącej się w wieży bramnej, urządzane są wystawy czasowe malarstwa i grafiki. W Sali Rycerskiej zamku odbywają się koncerty muzyki klasycznej i popularnej. Zamek liwski jest ponadto siedzibą Bractwa Rycerskiego Ziemi Mazowieckiej i Podlaskiej, które organizuje doroczny, sierpniowy Turniej Rycerski o Pierścień Księżnej Anny (w roku 2005 w dniach 13-14 sierpnia).
 

 Na podzamczu, również   co roku, odbywają się festyny archeologiczne. Tegoroczny, III już Festyn pod nazwą"W Mundurze Armii Napoleona" prezentować będzie epokę napoleońską w całym jej kolorycie, poczynając od broni, mundurów i wojskowości, na rzemiośle i archeologii kończąc.




 Jak każde stare zamczysko Liw nawiedzany jest przez duchy i upiory. Jednym z nich jest widmo Ludwiki Kuczyńskiej (zwanej Żółtą Damą od koloru jej sukni), ukazujące się o północy na murach zamkowych, a w głębokich lochach pozostałych po gotyckim pałacu czyha na śmiałków diabeł pilnujący skarbów ukrytych tam przez Bonę. 



 Pozostało kilka starych elementów lamp, które dalej oświetlają obiekt.



 Ze schodów rozciąga się widok na Liwiec i okoliczne łąki.



 Zauroczyły mnie te drewniane proste drzwi. ;)


Nawet rycerz nie wytrzymał próby czasu.


 Żródła: liw.pl(Roman Postek)


 Mapka sytuacyjna, gdzie Liw jest położony.






Pokaż Liw na większej mapie

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Pilica

 Pilica to miasto w woj. śląskim, w powiecie zawierciańskim, u źródeł rzeki Pilicy. Miejscowość położona w środkowej części Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Siedziba gminy miejsko-wiejskiej Pilica. 
 
  
Rynek w Pilicy

Wstępne informacje na temat  osady zwanej Pilicą  pochodzą już z 1227 r. Wtedy jednak  osada nosiła nazwę Pilcza i znajdowała się na wzgórzu, ok. 1 km na wschód od obecnego  centrum miasta. Niemniej jak wskazuje układ miejscowości była to już wtedy znacząca miejscowość.

Co więcej,  musiała już być bardzo rozwinięta, ponieważ to  z Pilicy  pochodziła Elżbieta Granowska, późniejsza żona żona Władysława Jagiełły.

Nową Pilicę lokowano w obecnym miejscu w 2 połowie XIV w. Fundatorzy miasta, ród Toporczyków, którzy potem przyjęli nazwisko Pileccy, nadali jej prawa miejskie. Oni też zbudowali zamek w pobliskim Smoleniu.

W 1610 r. kolejny właściciel, Wojciech Padniewski, zbudował w Pilicy zamek-pałac, i przeniósł tu swą siedzibę z zamku w Smoleniu. Jego syn Stanisław w 1611 r. ufundował przy kościele kolegiatę, a kolejna właścicielka Pilicy, Maria z Wesslów Sobieska, żona królewicza Konstantego, w 1746 r. ufundowała kościół i klasztor reformatów.

W XIX w. nastąpił rozwój gospodarczy Pilicy, a w latach 1809-30 była ona nawet siedzibą powiatu. W 1853 r. Chrystian August Moes odbudował zamek-pałac w Pilicy oraz założył zakłady przemysłowe: browar, gorzelnię i młyn parowy, a w niedalekich wsiach, Wierbce - papiernię, i w Sławniowie - fabrykę sukna.
W 2 połowie XIX w. przemysł podupadł; w 1878 Pilica straciła prawa miejskie. Odzyskała je dopiero w 1994 r.

 Jadąc do Podzamcza warto pojechać jeszcze 8 km. DW 791 na wschód, by odwiedzić to ciekawe i atrakcyjne miasteczko. 



Chyba spora atrakcja na Rynku jest stojący zegar, który tworzy swoisty klimat.




 Dziedziniec przed zamkiem


Budowę zamku rozpoczął Wojciech Padniewski w 1602 roku Była to bogata i bardzo obszerna budowa.
Rozbudową zajął się następny właściciel, Jerzy Zbaraski, z którego inicjatywy w pierwszej połowie XVII w. powstała w Pilicy budowla w kształcie włoskiej willi z arkadowym portykiem i największym w Polsce wnętrzem tego typu.
Kolejnymi właścicielami byli: Konstanty Wiśniowiecki, a od 1636 r. kasztelan krakowski Stanisław Warszycki, który w 1651 r. otoczył pałac potężnymi fortyfikacjami bastionowymi i fosą. W bastionach znajdowały się sklepione lochy, a wewnętrzne korytarze łączyły się w jedną całość. W 1655 r. fortyfikację zdobyli Szwedzi, ale Warszycki wkrótce ją odebrał.
W pierwszej połowie XVIII w. pałac był już własnością Marii z Wesslów Sobieskiej, która przebudowała go na styl francuski. Dzieło to kontynuował jej bratanek, generał i podskarbi wielki koronny - Teodor Wessel, który założył 10 h park na wzór francuski.
Kolejni właściciele pałacu dokonali dalszych przeróbek: Christian August Moes w 1853 r. i Leon Epstein w 1876 r. Epstein obłożył część fortyfikacji wykładzinami z cegły i ozdobił eklektycznymi wieżyczkami.
W latach 1906 - 1945 pałac należał do rodziny Arkuszewskich. Po wojnie urządzono w nim dom dziecka, następnie zakład wychowawczy



Widok na skrzydło pałac.



 Parku i pałacu w dalszym ciągu pilnują groźne lwy na wzór sfinksów.


 

Zwieńczenie ściany frontowej.


Fragment parku.


 Miejsca na spacery wyjątkowo dużo.



 Park jest naprawdę bardzo obszerny.

Obecnie pałac wraz z parkiem są własnością Pani Barbary Piaseckiej – Johnson. W 1990 roku właścicielka zapoczątkowała odbudowę, remonty i przygotowania do konserwacji budynku. Z ogromnym zapałem Pani Johnson zaczęła renowację. Pałac miał zostać nie tylko najpiękniejszą prywatną rezydencją, ale również i muzeum, gdyż właścicielka zamierzała przenieść tutaj swoją kolekcję dzieł sztuki, lecz lecz odnaleźli się spadkobiercy. 

 

Plac przed pałacem (zamkiem) z fontanną.


W wyniku wielu rozpraw sądowych Pani Barbara Piasecka – Johnson zaprzestała prac z przyczyn od niej niezależnych.

 

 Stylowa altana nawiązująca do charakteru parku.

Park był kiedyś w stylu angielskim, włoskim. I francuskim. Tył pałacu i park otaczają wały.



Rozległy park.

Centralny widok jest na balkon i taras oraz dwa mitologiczne sfinksy. Przed podjazdem stoi fontanna postawiona w 1962 roku według projektu Bolesława Chromego.
Historia zamku nie da o sobie zapomnieć, bo strzeże go Biała Dama i nie pozwoli na jego zniewaszczenie.
W pałacu pilickim przy odrobinie szczęścia można spotkać na swej drodze białą zjawę. Jest to postać młodej kobiety, w lekkich pantofelkach, powłóczystej, białej sukni, zmierzającą w stronę stawu na spotkanie ze swoim ukochanym. Legenda ta powstała trzysta, a może czterysta lat temu.

A było to tak:
Dawno, dawno temu na zachód od miasta, po lewej stronie rzeki na jednym ze szczytów otaczających Pilicę wznosił się renesansowy pałac. Latem, wzdłuż alei, okalającej dwór, można było ujrzeć spacerującą, młodą panienkę o śniadej cerze i radosnym spojrzeniu. Była to jedyna córka właściciela owego pałacu. Jej serce należało do młodzieńca o szlachetnym sercu – ubogiego szewca z tutejszego miasteczka. Młodzi ukrywali się przed ojcem dziewczyny, znając jego niechęć do kandydatów do ręki córki o majątku mniejszym, niż ona posiada. Nie spodziewała się, że ktoś może zauważyć, jak wymyka się z pałacu. Stało się jednak inaczej. Pewnej nocy jedna z służących śledząc dziewczynę odkryła jej sekret, a następnie poinformowała o tym swojego pana. Ojciec, który miał już plany wobec córki - chciał ją wydać za starego, ale bogatego starostę, rozkazał ją zamknąć w osobnej komnacie i przynosić posiłek tylko jeden raz dziennie, żeby zmusić ją, by zapomniała o nieodpowiednim według niego kandydacie. Dziewczyna odmawiała jedzenia, czuła wielką pustkę, ogromną tęsknotę za ukochanym, który tymczasem czekał na nią nad bagnami. W końcu podjęła decyzję o ucieczce. Nie wahała się już ani chwili. Z podartych prześcieradeł zrobiła sznur, po którym spuściła się przez okno w dół. Biegła przed siebie, była już ciemna noc, szafirowe niebo nie dawało zbyt dużo światła, dlatego nie zauważyła ukrytej w parkowej trawie studzienki. Możemy domyślić się, co stało się dalej. Jej ciało unoszące się na powierzchni wody znalazł pałacowy ogrodnik. Niedługo po wypadku studzienkę zamurowano, a na jej miejscu postawiono figurkę Matki Boskiej, która miała przypominać twarz naszej bohaterki - ofiary tragedii miłosnej. Wkrótce zmarł z tęsknoty za ukochaną młody szewczyk. Od tego czasu, według legendy pojawia się duch młodej dziewczyny całej w bieli, która tuż przed dwunastą przechadza się po parku, udaję się w kierunku stawu, gdzie w tym samym czasie można ujrzeć zjawę młodego chłopca. Tak kończy się o to owa legenda… o pięknej, niespełnionej miłości.

Źródła: pilica.pl, polskaniezwykla.pl

Niestety 05.04.2013; We Wrocławiu zmarła Barbara Piasecka-Johnson (†76 l.) - legendarna polonijna miliarderka. Pozostawiła po sobie majątek wart 3,6 mld dolarów, czyli ponad 11 mld zł. W czyje ręce przejdzie cały majątek w Pilicy, dopiero czas pokaże.

Wyświetl większą mapę

sobota, 16 lutego 2013

Sucha Beskidzka - Zamek

 Zamek Suski często jest nazywany Małym Wawelem, ze względu na podobieństwo do zamku królewskiego na Wawelu.


   W skład zespołu zamkowo - parkowego wchodzą: zamek, oranżeria, zabudowania gospodarskie, poza murem zespołu przekształcony browar, a od południa i południowego - zachodu zespół parkowy.
Z nie istniejących już dzisiaj zabudowań: folwark, stawy z wylęgarnią ryb, gorzelnia, młyn zamkowy nad Stryszawką, stajnie. 

                        

Zawiązkiem zamku był dwór obronny wzniesiony ok. 1554 r. przez Kaspra Suskiego, usytuowany na północ od Rynku u podnóża góry Jasień. Budowla powstała z miejscowego kamienia łamanego, obrabianego stosownie do potrzeb nielicznych szczegółów dekoracyjnych budynku.
                                
Rozbudowany w okazałą magnacką rezydencję w 1614 roku z udziałem Piotra Komorowskiego. Powiększony i wewnątrz zmodernizowany ok. 1708 roku przez Annę z Lubomirskich Wielopolską voto Małachowską. Rekonstruowany w latach 1882-87 i 1905.
Murowany - trójskrzydłowy z czterema wieżami, zgrupowany dookoła prostokątnego dziedzińca z wjazdem od wschodu.Skrzydło południowe jednotraktowe - dwupiętrowe, częściowo podpiwniczone zakończone od wschodu dwupiętrową budowlą z II poł. XVI wieku, znacznie z czasem przekształcone. Budowla ta wysunięta na dziedziniec od tej strony opięta jest szkarpami i flankowana od wschodu dwoma wieżami: północno - wschodnią z II poł. XVI wieku i południowo-wschodnią z 1708 roku. Wieża południowo - wschodnia z balkonem w stylu Rejencji, z herbem Starykoń, z datą 1708 r. i chorągiewką z herbem Wieniawa wraz z drugą wieżą przy południowo - zachodnim narożniku zamku tego samego kształtu i z tego samego okresu flankuje zarazem południową elewację zamku.
   Południowa elewacja zamku o rytmicznym układzie okien, zaakcentowana pośrodku portalami sieni i balkonu, zmodernizowana na początku XVIII wieku, zrekonstruowana została po pożarze zamku w 1905 roku. Na piętrze skrzydła południowego oraz wieży południowo - wschodniej znajdują się dwa kominki późnobarokowe z początku XVIII wieku: z herbem Wielopolskich Starykoń i Branickich Korczak.

   Skrzydło zachodnie jest dwupiętrowe z prostokątna dobudową od zachodu i czworoboczną wieżą zegarową przy narożniku północno-wschodnim, prawdopodobnie jest niejednolite. Połać północna z wieżą pochodzi z połowy XVI wieku natomiast połać południowa jest jednotraktowa z początku XVII w. Na piętrze znajduje się sala marszałkowska nakryta pułapem belkowym i ozdobiona kamiennym manierystycznym kominkiem z czterema kolumnami, ze szczytem ujętym wolutami, z bogatą dekoracją rzeźbiarską oraz herbami Korczak i Nowina (Piotra Komorowskiego i Katarzyny z Przeręb-Przerębskich Komorowskiej Starostów Oświęcimskich i Barwałdzkich hrabiów Liptowskich i Orawskich). Zasadnicze wejście do sali wiedzie wprost z dziedzińca po schodach jednobiegowych, które załamują się pod kątem prostym. 


   Na wieży zegarowej na piętrze usytuowana została kaplica z 1614 roku, rozczłonkowana wewnątrz pilastrami i sklepiona w formie kapy przepasanej na krzyż gurtami i uzupełnionej w narożnikach dwiema stykającymi się lunetami. Na ścianach widoczne fragmenty polichromii z pocz. XVII wieku. W ścianie frontowej nisza ołtarza z obrazem "Typus Christi de Cruce repsiti", będący repliką obrazu z 1654 r. Bogate późnorenesansowe obramienia okienne z ornamentem okuciowym z rantami i kaboszonami, w kaplicy natomiast skromniejsze obramienia okien i portali z połowy XVI wieku i pocz. XVII w. zachowane zostały głównie na elewacji zamku od strony dziedzińca.
   Skrzydło północne jest parterowe i niejednolite. Część zachodnia łącząca się bezpośrednio z wieżą zegarową jednotraktowa zbudowana w XVII wieku, część wschodnia dwutraktowa z XIX wieku.

Skrzydła południowe i zachodnie ozdobione są od dziedzińca piętrowymi krużgankami arkadowymi, filarowo - kolumnowymi z czworobocznymi występami - loggiami w narożnikach miedzy tymi skrzydłami oraz w narożniku między skrzydłem zachodnim i wieżą zegarową. Na arkadach dwa kartusze herbowe Topór - matki Piotra Komorowskiego i Starykoń Wielopolskich z datą 1757 r.
   O północy na krużgankach można również spotkać Białą Panią, którą jest widmo Anny Konstancji z Lubomirskich Wielopolskiej. Na terenie przyzamkowego parku znajduje się piękna oranżeria, wybudowana w stylu neogotyku angielskiego oraz Domek Ogrodnika, w którym mieści się izba regionalna Towarzystwa Miłośników Ziemi Suskiej. Zgromadzone zbiory obrazują kulturę materialną i duchową Górali Babiogórskich i Żywieckich. 


   Na górze Jasień znajduje się Kaplica wzniesiona dla upamiętnienia walk stoczonych przez Konfederatów Barskich z oddziałami rosyjskimi gen. Suworowa w 1771 roku. Powstała prawdopodobnie w 1773 roku. W części głównej mieści ołtarz z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej.[Ze strony MOK]




                                                    Wejście na teren parku, okalającego zamek


Widok na bryłę zamku od strony południowej.


                                                       W stawie żyją spore okazy ryb.


                                        Mostek jest zagrożony. Bark funduszy na jego remont.


                                                      Rzeźby plenerowy w zamkowym parku


Wokół parku kiedyś istniały  stawy z wylęgarnią ryb, gorzelnia, młyn zamkowy nad Stryszawką oraz stajnie. 

                      
                           Na terenie parku na drzewach można spotkać takie oto osobniki. 

(Siarkowiec) Fachowa nazwa - Żółciak Siarkowy Groźny grzyb chorobotwórczy, atakuje zarówno drzewa liściaste jak i iglaste. Powoduje brunatną zgniliznę drewna. Jadalne są tylko młode owocniki. Przed spożyciem grzyb wymaga płukania i namoczenia oraz obgotowania.Dopiero następnie można go smażyć. Grzyby rosnące na drzewach: z rodziny Robinia pseudoacacia (akacje), iglastych, eukaliptusach są, według niektórych źródeł, niejadalne gdyż zawierają fitotoksyny żywiciela. Z doświadczeń grzybiarzy wynika, że w praktyce gotowanie (minimum 15 minut) prawie całkowicie minimalizuje ryzyko zatrucia. Całkowicie bezpiecznie może być spożywany żółciak rosnący na dębach.[wikipedia]


                                                            Portal wejściowy od strony parku


           Oranżeria, która była wykorzystywana na potrzeby zamku.Teraz trochę zaniedbana.


                                                         Wejście z widocznym sklepieniem.


                        Wieża narożna z widocznym zegarem, nazywana też zegarową.


                                                    Armata, bo pistoletów nie było.


                                                 Portal z metalowymi drzwiami. Solidna robota.


                                                         Przykład zagospodarowani sieni.


                                                             Dziedziniec z Krużgankami.


                      W tej chwili oprócz nielicznych wycieczek przebywają tu głownie studenci.


 Cała budowla powstała z miejscowego kamienia łamanego, obrabianego stosownie do potrzeb nielicznych szczegółów dekoracyjnych budynku.


                                                Przykład kutej lampy, których tu jest sporo


                      Przez teren parku i obok zabudowy gospodarczej prowadzi szlak na Jasień., ale z tego względu, że zaczęło burczeć w brzuch udaliśmy się do Karczmy Rzym. ale o tym następnym razem.