Portret Karola Goduli (autorstwa Ireneusza Batora)
Karol Godula urodził się on 8 listopada 1781 roku w Makoszowach w
dzisiejszej dzielnicy Zabrza, w rodzinie Józefa i Franciszki z domu
Hanisz. Ojciec był leśniczym i dzierżawcą majątków, mi.in. w
Makoszowach, Ligocie Zabrskiej i Gaszowicach koło Rybnika, gdzie mały
Karol mieszkał do czasu rozpoczęcia nauki. Naukę rozpoczął w szkole
parafialnej w Przyszowicach. Do gimnazjum cysterskiego uczęszczał w
Rudach Wielkich pod Raciborzem w latach 1793-1798, a do liceum w Szkole
Głównej w Opawie.
Do prac gospodarki rolnej wprowadził nowinki agrotechniki
angielskiej, a w przemyśle wykorzystał żużel pocynkowy zalegający na
hałdach, w ten sposób, że kupując go za niską cenę odsprzedawał go hutom
z zyskiem.
Solidna i rzetelna praca w zarządzaniu ballestremowskim majątkiem
hutniczo-kopalnianym, pozwoliła jednocześnie Goduli systematycznie
powiększać swój majątek. W 1808 roku młody Godula był inicjatorem budowy
jednej z największych w ówczesnym czasie hut cynku w Europie -
"Carlshutte" w Rudzie. Z jego to inicjatywy hrabia Ballestrem
zainwestował w Hutę "Karol", dopuszczając młodego zarządcę do
inwestycji, a tym samym do partycypowania w kosztach i zyskach
otrzymując udziały, zw kuksy. I w ten sposób rozpoczęła się wielka kariera Karola Goduli.
Na wzgórzu zamkowym obok pałacu Ballestremów w Rudzie stanął dom Karola Goduli.
W 1945 roku żołnierze Armii Czerwonej podpalili zarówno dawny zamek, jak i dom Goduli, doprowadzając oba budynki do ruiny. W latach 60. XX wieku władze miejskie nakazały rozebrać budowle jako pamiątki po krwiopijczych kapitalistach.
Oryginalne cegły pochodzące z miejscowej cegielni, produkowane na specjalne potrzeby
Do dzisiaj z bogatej niegdyś rezydencji Ballestremów zachowały się jedynie pozostałości piwnic, które zarośnięte i nieuporządkowane przypominają bardziej śmietnisko i ustronne miejsce alkoholowych libacji. Z domu Goduli ocalały natomiast tylko fundamenty.
Nawet piwnice pozostały. Może się jeszcze uchowało jakieś stare wino?
Widok na wzgórze zamkowe. Po lewej stronie ruiny domu Goduli, po prawej ruiny zamku.
W myśl powiedzenia, że w miarę jedzenia apetyt wzrasta, Godula nabywał kolejne osady i obszary ziemskie. Był to Bobrek, Orzegów i Szombierki.
Na przełomie lat trzydziestych XIX stulecia wybudował okazały pałac w Szombierkach oraz bogate zaplecze, stanowiące cały kompleks.
Plan rozmieszczenia budynków należących do majątku Karola Goduli.
Jak się przypuszcza pałac wybudowany w Szombierkach przez Karola
Godulę stanął najprawdopodobniej w miejscu budowli niegdysiejszych
właścicieli osady. Wszak pierwsze wzmianki o Szombierkach pochodzą z
roku 1369, a w zapiskach z 1289 roku wspomniany jest rycerz Fridericus
de Schonenburch, jednakże nie można potwierdzić czy pochodził on z
Szombierek.
Pałac w Szombierkach na XIX-wiecznej litografii Alexandra Drucknera /
Fot. Materiał archiwalnyO samym pałacu wybudowanym w stylu
neorenesansowym w latach 1841-45 do czasów obecnych nie zachowało się
wiele zapisków. Najbogatszym materiałem wydają się być obrazy, ryciny i
zdjęcia szombierskiej budowli. Przemysław Nadolski badacz dziejów
Bytomia tak opisuje pałac: "Był to dwukondygnacyjny budynek z portykiem
zwieńczonym tympanonem na głównej osi. Zaprojektował go królewski
inspektor budowlany Feller z Gliwic. Pałac w latach następnych
przebudowano, dodając z boku wieloboczną wieżę. Otaczał go niewielki
park. Wnętrze było urządzone z przepychem, były tam gobeliny
przedstawiające pejzaże i zwierzęta, sala lustrzana ogromnymi
kryształowymi lustrami, starannie dobrane meble i tapety. Sale
oświetlały wielkie kryształowe żyrandole, a na ścianach wisiały olejne
obrazy. Wśród pokoi była obszerna sala bankietowa, biblioteka z bogatym
księgozbiorem, chiński salon herbaciany i pokój różany." Całość wnętrz
była utrzymana w modnym wówczas stylu biedermeier.
Tak pałac przetrwał do 2 lutego 1945 roku, gdy został podpalony
prawdopodobnie przez żołnierzy radzieckich.
W roku 1952
wyburzono resztki ruin i postawiono w tym miejscu przedszkole, wówczas
kopalni Szombierki. W budynkach folwarcznych natomiast do końca lat
sześćdziesiątych funkcjonowało Państwowe Gospodarstwo Rolne, po czym
zaczęto je likwidować z uwagi na zabudowę pól uprawnych budownictwem
mieszkaniowym. Z kolei w miejscu dawnej zabudowy gospodarczej wybudowano
w latach 1984-86 Szkołę Podstawową nr45.
Obecnie na miejscu dawnego pałacu znajduje się przedszkole.
Bardziej bogatą biografię na temat Karola Goduli można wszędzie znaleźć w internecie oraz w innych źródłach.
Ja natomiast chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na książkę, a właściwie na Godulę opisanego i widzianego oczami Jerzego Buczyńskiego z Radlina, który wydał książkę "Godulowa saga. Rzecz o Karolu Goduli".
Co prawda całej książki nie czytałem, bo mam problemy z jej nabyciem, ale natknąłem się na wiele recenzji i fragmentów tej publikacji, która rzuca wiele nieznanego światła na postać Karola Goduli.
Jaki był Karol Godula? To wciąż wielka zagadka
Bajecznie bogaty, oszpecony przez zbójów, pełen
sprzeczności, zasłużony dla naszej ziemi. Jerzy Buczyński napisał
książkę o Karolu Goduli, bo jego rodzice pochodzili z Gaszowic.
Postać przemysłowca do dziś budzi liczne pytania i wątpliwości. Jerzy
Buczyński z Radlina wydał książkę "Godulowa saga. Rzecz o Karolu
Goduli". Jest to pierwsza w naszym regionie tak obszerna publikacja na
temat śląskiego magnata przemysłowego w XIX wieku. Jego rodzice
pochodzili z Gaszowic, zostali pochowani na cmentarzu w Lyskach. Grób
matki, Franciszki Goduli, która zmarła w 1813 roku, zachował się tam do
dziś. Karola Godulę nazywano Królem Cynku, Królem Węgla i Stali. Dzisiaj
mówi się o nim śląski Rockefeller, który nie miał nic, a dorobił się
bajecznej fortuny.
Dziwak i samotnik
Był właścicielem wielu kopalń, hut, cynkowni, ogromnych majątków
ziemskich w Szombierkach. Orzegowie, Bujakowie czy Bobrku. Dbał o swoich
robotników, zapewniał im bezpłatną opiekę zdrowotną, był jednak
bezwzględny wobec hulaków i pijaków. Żeby zapobiec pijaństwu wśród
robotników, wypłacał rodzinom pensje w towarze. Często wpadał do szynku
i bezlitośnie walił laską po grzbietach górników pijących alkohol, aż
przyniosło to efekt – ukrócił alkoholizm. Jerzy Buczyński przyznaje, że
trochę obawiał się tej książki, bo postać Karola Goduli, pełna
sprzeczności, jest wyjątkowo trudna do pokazania.
Jedni go kochali za niezwykle dobre serce, inni wręcz panicznie się
bali, jeszcze inni posądzali o podpisanie paktu z diabłem. Do dzisiaj
niewiele się o nim mówi, tymczasem z wielu powodów był to człowiek
niezwykły. – Kiedy wgłębiłem się w jego życie, postanowiłem, że
przedstawię go nie od strony suchej biografii, ale od strony jego
niezmiernie ciekawej, fascynującej osobowości – mówi Jerzy Buczyński.
Karol Godula urodził się w Makoszowach pod koniec XVIII wieku. Został
ochrzczony w parafii w Przyszowicach (obecnie Borowa Wieś). Kształcił
się u cystersów w Rudach i w czeskiej Opawie. Pracę rozpoczął
w posiadłości hrabiego Ballestrema w Pławniowicach, a wkrótce stał się
zarządcą tego majątku.
Napadli i oszpecili
W młodości przeżył wypadek, który zaważył na życiu. Napadli go
kłusownicy, oszpecili i okaleczyli. Godula nie chciał jednak, żeby
ludzie nad nim się litowali, żeby się z niego śmiali, dlatego zamieszkał
w Rudzie Śląskiej. Mimo że miał później piękny pałac w Szombierkach,
dwór w Rudzie Śląskiej, wolał mieszkać w skromnej, drewnianej chatce. –
Mimo że był bajecznie bogatym człowiekiem, najczęściej jadał kartofle
z kwaśnym mlekiem. Ludzie widywali go, jak snuł się po cmentarzu
w Lyskach, chodził po polach, uważali go za dziwaka i samotnika – mówi
o bohaterze swojej książki Jerzy Buczyński.
Jak na tamte czasy, Godula był bardzo
wykształconym człowiekiem, dla wielu niemieckich przemysłowców
pozostawał jednak tylko zwykłym Ślązakiem bez żadnych tytułów. Nie był
też zbytnio lubiany przez pruskie władze. Podczas kiedy inni bez
problemu dostawali koncesje i pozwolenia, on musiał na nie czekać całymi
latami. Ale w końcu doczekał się i w krótkim czasie dorobił się
majątku, który przebił największe fortuny na Górnym Śląsku. Jego huta
Karol w pierwszej połowie XIX wieku była największą w Europie, a więc
i na świecie. To właśnie Karol Godula jako pierwszy zaczął na Górnym
Śląsku budować mieszkania dla robotników, czyli tak zwane familoki.
Diabły z talaramiZachowało się o nim wiele opowieści i legend, które Jerzy Buczyński starał się pokazać w swojej książce. Jedna z nich mówiła, że to diabły noszą mu talary w workach. Wzięło się to m.in. stąd, że Godula w swojej drewnianej chatce miał laboratorium, w którym przeprowadzał doświadczenia chemiczne. – Nietrudno sobie wyobrazić, co myśleli w tamtych czasach ludzie, którzy w oknach widywali dziwne błyski i unoszący się z komina dziwny dym – dodaje autor książki "Godulowa saga".
Inna z historii opowiada o tym, jak Karol Godula, już jako niezwykle bogaty przemysłowiec, oczekiwał w Rudzie Śląskiej na przyjazd króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV. Władca jednak wzgardził jego gościną i nie kazał zatrzymać pociągu w Chebziu. – Rozsierdzony tym Godula pobiegł do domu, rozsypał po całym pokoju talary, tak aby wizerunek króla był na wierzchu, i deptał po nich. Po monetach deptali także urzędnicy, kiedy chcieli podejść do jego biurka – mówi Jerzy Buczyński.
Śląski Kopciuszek
Serce okaleczonego i oszpeconego Karola Goduli zdobyła jedynie kilkuletnia dziewczynka, z biednej rodziny, Joanna Gryzik, która nazbierała dla niego kwiatków. Zaopiekował się nią, zapewnił wykształcenie, a potem, tuż przed śmiercią w 1848 roku, zapisał jej całą fortunę. Spadkobierczyni Goduli okazała się mądrą zarządczynią. – To właśnie o tej Joannie, późniejszej hrabinie Schaffgotsch von Schomberg-Godulla, pisał Gustaw Morcinek w książce "Pokład Joanny". Przedstawił ją w złym i krzywdzącym świetle, ale pisał w takich czasach, że może inaczej nie mógł – dodaje autor książki o Goduli.







