Dziś, gdy staje się przed budynkiem przy Zjazdowej 9, trudno nie poczuć ścisku w gardle. Jest jakiś inny i od razu rzuca się w oczy. Jego ściany wyglądają na zmęczone, jakby każdy rok zostawił na nich swój ślad. Farba odchodzi płatami, tynk pęka, a dawna elegancja ukrywa się pod warstwą czasu. A jednak — w tym wszystkim jest coś niezwykle poruszającego. Bo ten budynek wciąż stoi i wciąż coś pamięta.
Stara Synagoga znajduje się przy ulicy Zjazdowej 9
W 1853 roku wzniesiono tu synagogę. Miejsce, które dla wielu było jak drugi dom. W jej wnętrzu brzmiały modlitwy, śmiech dzieci, szeptane rozmowy. Dziś, patrząc na te trzy łukowe okna, można niemal zobaczyć twarze ludzi, którzy tu przychodzili, czytali i słuchali Bożego prawa co do powiedzenia ma Wszechwładny Bóg. Zaś patrząc na drzwi — można wyobrazić sobie dłonie, które je otwierały. Patrząc na zniszczone mury — poczuć, jak wiele widziały.
W jej wnętrzu brzmiały głosy, które dziś istnieją już tylko w ciszy. Babiniec wsparty na dwóch filarach — jak ramiona, które chroniły kobiety i ich szeptane modlitwy. Małe okna w przedsionku — przez które wpadało światło, łagodnie dotykając twarzy tych, którzy wchodzili tu z nadzieją. Nisza po Torze — pusta, ale wciąż pełna obecności, jak serce, które pamięta każdy uderzony rytm, choć już nie bije.
Po 1916 roku budynek zmieniał właścicieli, zmieniał funkcje, ale nigdy nie przestał służyć ludziom. Jakby nie chciał pozwolić, by jego historia zakończyła się pustką. Budynek przeszedł w ręce baptystów, później zielonoświątkowców. Każda wspólnota zostawiła tu coś swojego, ale fundament pozostał ten sam: to miejsce nadal służyło ludziom. Jakby nie chciało pozwolić, by jego historia zakończyła się samotnością.
Obecnie obiekt można oglądać jedynie z zewnątrz. Natomiast wnętrze podczas spotkań kościoła Chrześcijan Wiary Ewangelicznej.




