Felieton o Zachodnim, ostatnim strażniku dawnej kopalni.
Są w Miechowicach miejsca, które nie potrzebują tabliczek, by mówić. Wystarczy stanąć obok nich na chwilę, a człowiek od razu wie, że stoi przy czymś ważnym. Tak jest z Szybem Zachodnim — samotnym, ceglastym świadkiem epoki, która odeszła szybciej, niż ktokolwiek zdążył się z nią pożegnać.
Dziś wygląda jak opuszczona stacja kolejowa na końcu świata. Drzewa podchodzą pod same mury, wiatr hula po pustych oknach, a cegła — ta sama, która sto lat temu błyszczała dumą pruskiego przemysłu — kruszeje powoli, jakby wstydziła się swojej własnej trwałości. A przecież kiedyś to miejsce tętniło życiem. Tu zaczynały się zmiany, tu kończyły się szychty, tu górnicy łapali oddech, zanim zjechali w dół, tam gdzie światło nie docierało.
Szyb Zachodni powstał w czasach, gdy Miechowice były młode, ambitne i pełne wiary w przyszłość. Gdy kopalnia Preussengrube rosła jak na drożdżach, a każdy nowy budynek był obietnicą dobrobytu. Zachodni miał być jednym z tych „cichych bohaterów” — nie błyszczał jak główne szyby, nie woził węgla na powierzchnię, ale bez niego kopalnia nie mogłaby oddychać. Dosłownie. To on przewietrzał podziemia, to on dbał o bezpieczeństwo, to on trzymał w ryzach żywioł, który potrafił być kapryśny.
A potem przyszły lata 70. i ktoś w gabinecie postawił kreskę. „Likwidacja”. Jedno słowo, które potrafi zamknąć całe pokolenia wspomnień. Szyb zasypano, urządzenia wyciągowe ucichły, a budynki zostawiono samym sobie. Jakby nikt nie miał odwagi ich zburzyć, ale też nikt nie miał serca o nie zadbać.
Budynek byłej cechowni i maszyny wyciągowej
Dziś Zachodni stoi jak wyrzut sumienia. Jak pytanie, na które nikt nie chce odpowiedzieć: co robimy z naszym dziedzictwem? Bo przecież to nie jest tylko kupa cegieł. To jest opowieść o ludziach, którzy budowali Miechowice. O górnikach, którzy schodzili pod ziemię, o rodzinach, które czekały na nich przy kuchennych stołach, o całej dzielnicy, która rosła wokół kopalnianych kominów.
Kiedy przechodzę obok Zachodniego, mam wrażenie, że on wciąż czeka. Nie na rewitalizację, nie na inwestora, nie na wielkie plany. On czeka na pamięć. Na to, żeby ktoś powiedział: „Byłeś ważny”. Bo był. I może właśnie w tym tkwi jego siła — w tej cichej, nieśpiesznej obecności. W tym, że nie krzyczy, nie domaga się uwagi, tylko trwa. Jak strażnik, który nie opuści posterunku, choć dawno już nie ma kogo pilnować.
Może kiedyś znów stanie się miejscem spotkań, spacerów, opowieści. A może pozostanie ruiną, która pięknieje tylko w oczach tych, którzy wiedzą, co tu kiedyś było. Tak czy inaczej — Szyb Zachodni już zapisał się w historii. Teraz pytanie brzmi: Czy stanie się ruiną, czy powróci dawnej świetności ......
Polecam inny post na temat Szybu Zachodniego: Bytom - Szyb Zachodni KWK Miechowice
























