środa, 24 kwietnia 2019

Miasteczko Śląskie - Bibiela: dworek myśliwski Donnersmarcków

Będąc tu kilka lat temu nawet nie spodziewałem się, że las tak szybko rośnie a wydeptane lub wyjeżdżone ścieżki szybko zarastają. Podobnie dzieje się zabytkową i ciekawą budowlą, o której chciałbym nieco wspomnieć. I powiem, że kiedy przybywa liści na drzewach wcale tu nie jest łatwo trafić. Oczywiście mam na myśli wspomniany w tytule dwór myśliwski, nazywany również pałacem. 



Archiwalny widoczek przedstawiający dwór wybudowany w XIX w.  od strony łąki  


Wcześniej działały tu różne inicjatywy społeczne i instytucje, jednak po przemianach ustrojowych Lasy Państwowe z dyrekcją w pobliskim Świerklańcu postanowiły sprzedać ten piękny obiekt. Udało się to dopiero w ósmym przetargu. Jednak pomimo ogłoszenia chęci sprzedaży pałacyku, przez długi czas mieścił się tu Dom Samotnej Matki prowadzony przez Fundację SOS Obrony Życia Poczętego z Warszawy. Wstępnie fundacja mogła nabyć ten dwór, jednak ostatecznie organizacja też nie kupiła pałacyku i wyprowadziła się z zabytkowego kompleksu, złożonego z zabudowań gospodarczych oraz niewielkiego parku, z którego nie wiele pozostało.  Obecnie obiekt znajduje się w rękach prywatnych. Dworek został bowiem w 2011 r. sprzedany przez Lasy Państwowe, Nadleśnictwo w Świerklańcu, prywatnemu inwestorowi z Piekar Śląskich, zajmującemu się hotelarstwem i gastronomią. Można więc przypuszczać, iż nowy właściciel zaadaptuje ten pięknie położony obiekt na cele turystyczno-rekreacyjne.




Widok od strony podwórka 



Na szczęście 17.04.2012 r. dwór drewniany uznano jako zabytkowy i wpisano do rejestru zabytków. Historia dworku jest bardzo bogata, gdyż   związana jest z jednej strony z bardzo ważną dla Śląska rodziną Henckel von Donnersmarck, a także z I sekretarzem Komitetu Centralnego Partii – Edwardem Gierkiem. W latach 70. XX w. obiekt został bowiem przejęty przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą. Wielokrotnie wówczas wypoczywał w nim Gierek. Wokół znajdował się tam basen, sad i piękny ogród, po których obecnie nie ma śladu. 



Widok od strony podwórka 


Wracając do historii - pałacyk w Bibieli jest jednym z wielu zabytkowych obiektów znajdujących się na terenie województwa śląskiego, związanych z rodziną Henckel von Donnersmarck. Ród niemieckich magnatów i przemysłowców pochodził ze Spisza na Słowacji. Posiadał olbrzymią ilość kopalń i hut, należąc jednocześnie do grupy najbogatszych przemysłowców na Śląsku. Pochodził ze starego, znanego również w Polsce, rodu węgierskiego Thurzo-Bethlenfalva, zajmującego się głównie handlem hurtowym.

Jeden z przedstawicieli tego rodu Jan Turzo był w latach 1506–1520 biskupem wrocławskim. Na przełomie XIV/XV w. Piotr Thurzo, którego pełne nazwisko brzmiało Petrus Thurzo de Quinto Foro, a w języku niemieckim Peter Thurzo von Donnersmarck, żonaty z ostatnią przedstawicielką węgierskiej linii austriackiego rodu Henckel, nadał swoim synom nazwisko Henckel-Donnersmarck. W sto lat później potomek Piotra Jan II Henckel-Donnersmarck przybył z Węgier w orszaku królowej Marii do Wiednia i rozpoczął karierę rodu. Przebywał cały czas na dworze wiedeńskim w najbliższym otoczeniu cesarza, był członkiem rady cesarskiej. Dorobił się tam znacznego majątku i jego syn Łazarz I w 1615 r. otrzymał tytuł barona Rzeszy Niemieckiej. Odebranie przez cesarza książętom krnowskim Hohenzollernom ich majątków umożliwiło nabycie przez niego na Górnym Śląsku trzech potężnych kompleksów majątków: „państwa” Bytom, Bohumin i Tarnowskie Góry. Z tych trzech kompleksów stworzył jeden organizm gospodarczy, tzw. majorat, który przekazał swojemu synowi Łazarzowi II, który w 1661 r. otrzymał najwyższy tytuł szlachecki Reichsgrafa.   W 1671 r. wyodrębniły się dwie główne linie rodu: bytomsko-siemianowicka i świerklaniecko-tarnogórska. Na swoja siedzibę Donnersmarckowie wybrali Świerklaniec pod Tarnowskimi Górami, gdzie wybudowano wspaniałą rezydencję, podobno wzorowaną na francuskim Wersalu, ze wspaniałym parkiem.

Wzrost znaczenia obydwu linii Donnersmarcków wiązał się z górnictwem węgla i rud metali oraz hutnictwem. Pierwsze przedsiębiorstwa górniczo-hutnicze Donnersmarcków bytomsko-siemianowickich powstały w rejonie Tarnowskich Gór i Nowej Wsi. Od XVIII w. w ich posiadaniu znalazły się także dymarki w Halembie i Piasecznej. W 1718 r. zbudowano wielki piec w Halembie, jeden z pierwszych na Śląsku, w 1809 r. w Piasecznej, a w 1815 r. powstał w Nowej Wsi wielki piec opalany koksem. W poł. XVIII w. także w Piasecznej działały należące do rodziny Donnersmarcków huty ołowiu i srebra. W 1786 r. rozpoczęto wydobywanie węgla kamiennego w kopalniach w Siemianowicach Śląskich. W 1850 r. przedsiębiorstwa Donnersmarcków bytomsko-siemianowickich dostarczały 23% surówki i 15% żelaza sztabowego wytwarzanego na całym Górnym Śląsku.

W 1870 r. Donnersmarckowie nabyli hutę Królewską w Królewskiej Hucie, w tymże roku łączna wielkość zatrudnienia w ich zakładach wyniosła 7,7 tys. robotników. W kolejnych latach stan posiadania Donnersmarcków powiększał się, jednak w 1928 r. sprzedali prawie wszystkie zakłady, zatrzymując jedynie kopalnię węgla w Radzionkowie i kilka kopalń cynku w rejonie Tarnowskich Gór. Wszyscy przedstawiciele tego rodu byli wyśmienitymi gospodarzami i potrafili zgromadzić olbrzymi majątek (już Łazarz II pożyczał cesarzowi duże sumy na wojnę z Turkami), a osiedlając się na Górnym Śląsku, zapoczątkowali na tym terenie na wielką skalę rozwój przemysłu. Niestety II Wojna Światowa położyła kres rozwojowi panowania rodu Donnersmarcków na Śląsku.  Pałace przejęła Władza Ludowa. Nieruchomości rozparcelowano, a obiekty najczęściej zrujnowano. Jedynie zakłady przemysłowe mogły działać dalej. Pozostał jedynie budowla, która stanowi pamiątkę po byłych gospodarzach tutejszych lasów, pól i fabryk. 




Brama wjazdowa 

Niestety dwór  znajdujący się obecnie w rękach prywatnych, nie jest udostępniony do zwiedzania, natomiast na bramie wiszą kłódki a po podwórku biega pies :(  Trudno nawet zrobić dobre zdjęcie. Miejmy nadzieję, że z czasem się to zmieni na lepsze, gdyż cały okoliczny teren jest ciekawy pod względem przyrodniczym i może stanowić świetna bazę do wypoczynku i rekreacji.

Źródła informacji: 

eksploratorzy.com.pl
map4u.pl/
wikipedia.org
dziennikzachodni.pl
miasteczkoslaskie.pl


poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Czeladź - zabytkowy rynek

Pomimo, że Czeladź na tle innych śląskich i zagłębiowskich jawi się jako małe miasteczko, to naprawdę warto tu przyjechać, ponieważ miasto ma swoja historię, średniowieczny klimat i sporo zabytków. Większość z nich skupione jest wokół czeladzkiego  rynku lub w pobliżu. Wystarczy tylko skręcić z głównej drogi DK 94, która prowadzi z Bytomia do Krakowa i już jesteśmy naprawdę w innym świecie.























Zabudowa wokół Rynku i zabytkowa studnia


Ul. Kościelna


Widok od strony ul. Będzińskiej. Obelisk upamiętniający spalenie synagogi żydowskiej.




Ale jest też wiele innych powodów, by zajrzeć do  tego urokliwego miasta. Otóż Czeladź jest najstarszym miastem Zagłębia Dąbrowskiego. Osada powstała w średniowieczu przy brodzie, a później moście na Brynicy, którym wiódł szlak handlowy z Krakowa na Śląsk. Miasto obdarzył prawami miejskimi najpewniej książę opolsko-raciborski Władysław, w latach 60. XIII wieku. Wkrótce, na wschód od książęcej warowni, wytyczono rynek i stworzono podwaliny miasta średniowiecznego.









Układ urbanistyczny z czasów lokacji Czeladzi jest czytelny do dziś, a na Górnym Śląsku ma swój odpowiednik chociażby w Żorach. Kształtem przypomina owal o długości mniej więcej 300 m i szerokości około 185. Po obu stronach miasta znajdowały się bramy: od wschodu Krakowska, a od zachodu Bytomska. Kupcy przemieszczali się dwiema głównymi, szerokimi drogami, przecinającymi Rynek przy północnej pierzei (ciąg dzisiejszych ulic Bytomskiej i Będzińskiej) i przy południowej (ulice Rynkowa i Kościelna). Węższe uliczki prowadziły z Rynku ku obwarowaniom. Centrum osady stanowił kwadratowy Rynek, który był miejscem targowym. Przez stulecia otaczały go drewniane domy mieszczańskie. Ważnym budynkiem na Rynku była karczma wójtowska, i – oczywiście - ratusz. Od XVI stulecia miasto mogło się również pochwalić murowaną świątynią, stojącą w miejscu dzisiejszego kościoła św. Stanisława. Z czasem miasto otoczyło się murami, ale po potopie szwedzkim zostały rozebrane.





Na czealadzkim r


Mimo przemian politycznych i gospodarczych, dzisiejszy Rynek w Czeladzi zachował kształt z czasów lokacji. Niestety, najbardziej okazałe budynki miejskie nie przetrwały do naszego czasu: kryta łamanym dachem, rozłożysta karczma wójtowska, która stała w północno-zachodnim narożniku Rynku, została rozebrana podczas I wojny światowej, ratusz zaś, stojący na środku placu, zniknął w roku 1941. Warto zwrócić uwagę na kamienicę z numerem 22 na ścianie. Późnobarokowy szczyt i portal wejściowy świadczą o jej dawnym pochodzeniu. Kiedyś gościł w niej książę Józef Poniatowski. Pod numerem 2 odnajdziemy dawny zbór ariański z końca XVI lub początku XVII wieku, którego wyróżnikiem jest stylowy, renesansowy portal. Stare czasy pamiętają też domy podcieniowe (Rynek 3 i ul. Kościelna 2). Na odnowionym niedawno placu rynkowym stoi zadaszona studnia. Pozostałością dawnych murów miejskich są mury oporowe potężnej, czeladzkiej fary.



Zdjęcie  z lat 70-tych XX w. przedstawiające zbór Ariański

Budynek należący do Braci Polskich  został wzniesiony w pierwszej połowie XVII wieku na planie czworoboku. Obiekt wykonany został z kamienia (obecnie otynkowany i pomalowany). Budynek trzytraktowy z przelotową sienią. Dach budynku czterospadowy,  pokryty gontem. Od strony podwórka w roku 1828 wykonano jednoizbową dobudówkę konstrukcji drewnianej. Na elewacji frontowej (od ul. Rynkowej) znajduje się portal ujęty w dwie półkolumny podpierający trójkątny naczółek. Wnętrze zostało przebudowane. Obecnie budynek wpisany jest listę konserwatora zbytków i objęty jest ochroną prawną.  Powiem szczerze, że jak dla mnie, jest jeden najciekawszych budynków tego typu nie tylko w Czeladzi, ale także na terenie całego województwa śląskiego. Gdyż w całej okolicy ślady po Arianach nie przetrwały





Zbór ariański z końca XVI lub początku XVII. Zdjęcie - stan obecny. Temat jest na tyle ciekawy, że warto do niego wrócić.   

Źródła: slaskie.travel
rodzina.malanowicz.eu
www.czeladz.pl